$(window).bind('beforeunload', function() { _gaq.push(['_trackEvent', 'Application Form', 'exit-form_application_', '', 4, false]); }); $("#formID").submit(function(){ $(window).unbind('beforeunload'); });
Praca

Trudności, które spotykam jako cyfrowy nomada (i jak je pokonuję)

Trudności, które spotykam jako cyfrowy nomada (i jak je pokonuję)

Wielu z nas cyfrowy nomada kojarzy się z osobą, która pracuje z laptopem na piaszczystej plaży, leżąc pod palmą lub w hamaku. Jasne, prowadzenie takiego stylu życia ma wiele zalet (opisałam je już w jednym z wcześniejszych postów), ale nie można zapominać o jego ciemniejszej stronie.

Poniżej przedstawiam ci 9 najczęstszych trudności, z którymi czasami spotykam się jako cyfrowy nomada, jak również sposoby, dzięki którym je pokonuję.Trudności, które spotykam jako cyfrowy nomada (i jak je pokonuję)

1. Samotność

Praca z dowolnego miejsca na może i wydaje się marzeniem. Nie masz szefa, no ale nie masz też z kim porozmawiać w pracy. Przemieszczasz się z jednego miejsca w drugie częściej niż większość ludzi. Chociaż poznajesz wiele osób, rzadko która z nich zostaje twoim bliskim przyjacielem. Bardzo trudno jest utrzymywać kontakt ze starymi przyjaciółmi i nowymi znajomymi, nawet online – poziom komunikacji przez Internet nigdy nie zastąpi komunikacji twarzą w twarz. A do tego dochodzą jeszcze różne strefy czasowe, które na pewno nie ułatwiają kontaktu.

Jak to pokonuję?

Staram się tak organizować czas, aby mieć go zarówno na pracę, jak i przyjemność. Dbam o to, aby mieć wolne wieczory, które chętnie spędzam sama lub właśnie ze znajomymi.

To, że znajdujesz się w nowym miejscu, wcale nie musi oznaczać, że musisz czuć się samotnie. Z łatwością możesz dołączyć do wielu różnych grup i społeczności. Najbardziej lubię Couchsurfing. Przez tę platformę często spotykam osoby, z którymi znajduję wspólny język.

Jeśli chodzi o kontakt z rodziną i przyjaciółmi, pisze lub dzwonię do nich wtedy, gdy czuję taką potrzebę lub część. Zawsze też staram się odbierać od nich telefony i szybko odpisywać na wiadomości. Moja rodzina zawsze wie, gdzie akurat jestem i jak długo zamierzam w danym miejscu zostać. W ten sposób mam pewność, że nikt nie martwi się o mnie bez potrzeby.

 

2. Dyscyplina

Czasami trudno jest mi skupić się na pracy, zwłaszcza gdy jestem w nowym miejscu, a okolica aż prosi się o poznanie. Albo gdy znajomi chcą gdzieś wyjść, a ja wciąż mam parę projektów do ogarnięcia. Klienci chcą pracę chcą otrzymać pracę w terminie; znajomi chcą, żeby spędzić z nimi czas; a ja oczywiście nie chciałabym z niczego rezygnować. Jak więc zadbać pogodzić pracę z życiem prywatnym?

Jak to pokonuję?

Staram się wypracować własne nawyki. Mam codzienne czynności, których się trzymam. Wbrew pozorom, moje dni nie stają się przez nie nudne, lecz bardziej zorganizowane. I to właśnie dzięki nim mam czas na wszystko.

Swoją pracę najczęściej planuję z tygodniowym wyprzedzeniem. Nie widzę sensu w ustalaniu czegoś na dłużej, bo nigdy nie wiadomo do końca, co przyniesie czas. Tydzień według mnie to optymalne rozwiązanie.

Gdy podróżuję, pracuję 3-4 godziny rano, a resztę dnia przeznaczam na poznawanie okolicy. Oczywiście, są też dni, które wymagają ode mnie większego zaangażowania w pracy. Wtedy najczęściej pracuję cały dzień, aby następny wykorzystać na zabawę (świetny sposób na to, aby znaleźć czas na jednodniowe wycieczki po górach czy inne całodniowe czynności).

Staram się też tracić tak mało czasu, jak tylko jest to możliwe. Najważniejsze zadania wykonuję jako pierwsze. Deleguję to, co jest nudne lub mało ważne. Gdy akurat dokądś lecę, często pracuję z samolotu. A na emaile odpowiadam też z autobusu czy pociągu.

3. Ograniczony dostęp do WiFi i Internetu

To coś, na co cyfrowi nomadzi często narzekają. Nic dziwnego. Internet dla nas jest niemal jak powietrze. Jeśli nie mamy stabilnego połączenia, nie możemy efektywnie pracować. Bo jak kontaktować się z klientami? Jak wysyłać ukończone projekty? Jak korzystać z plików przechowywanych na dysku wirtualnym? Jako cyfrowy nomada, niemal każdego dnia muszę przebywać w środowisku sprzyjającym pracy zdalnej.

Jak to pokonuję?

Gdy zostaję w jednym kraju na dłużej, kupuje kartę SIM z dużą ilością danych (40 lub 50 GB). Wkładam ją do drugiego telefonu i robię hotspota, gdy akurat muszę skorzystać z laptopa i Internetu. Nie jest to najlepsze rozwiązanie, bo telefon szybko się nagrzewa i rozładowuje. Muszę go wtedy ładować praktycznie bez przerwy, ale przynajmniej jakoś mogę popracować.

Gdy częściej podróżuję, zawsze upewniam się, że w danym miejscu będę mieć dostęp do stabilnego Internetu. Nie ma co ufać wszystkim hotelom i hostelom – nawet jeśli dumnie piszą, że oferują szybkie połączenie internetowe, warto podchodzić do tego z dozą sceptycyzmu. Może po prostu mają na myśli możliwość sprawdzenia maili lub popisania z kimś przez WhatsApp (spotkałam się już z takimi sytuacjami). Jako cyfrowy nomada, na pewno zależy ci jednak na czymś więcej.

Dlatego też zawsze czytam opinie na temat danego hotelu czy hostelu zanim zarezerwuję w nim miejsce. Opinie innych gości są najczęściej wiarygodne i rozwiewają masę wątpliwości. Jeśli jednak i tak zdarzy mi się trafić do miejsca, w którym nie mam szans na pracę, najczęściej udaję się do pobliskiej kawiarni z dobrym Internetem. Zapłacę trochę za herbatę czy kawę, ale przynajmniej szybko uda mi się zrobić to, co mam do zrobienia.

Jeśli podróżuję do miejsc oddalonych od cywilizacji, w których wiem, że nie będę mieć Internetu przez kilka najbliższych dni, kupuję po prostu kartę SIM z małym pakietem danych, aby raz lub dwa razy dziennie sprawdzić pocztę. Wcześniej oczywiście informuję klientów, że nie powinni ode mnie oczekiwać w tych dniach szybkich odpowiedzi. Większość czasu spędzam na ładowanie swoich wewnętrznych baterii, a jeśli mam ochotę, to po prostu skupiam się na pracy, którą mogę zrobić offline.

4. Networking

Gdy miałam typową pracę biurową, o wiele łatwiej było mi tworzyć i rozwijać sieć kontaktów. Bez przerwy spotykałam nowe osoby. Brałam udział w rozmaitych szkoleniach i wydarzeniach, podczas których poznawałam ludzi z tej samej branży. Praktycznie codziennie dostawałam jakieś zaproszenie do znajomych na LinkedIn.

Teraz, gdy jestem cyfrowym nomadą, nikt nie wysyła mnie na szkolenia i imprezy branżowe. Jedyną osobą, która decyduje o to, na co się wybrać, jestem ja sama. Muszę sama wszystko znajdować. Oczywiście, udaje mi się to, ale i tak podczas nich nie reprezentuję już dobrze znanej firmy. Jestem po prostu tłumaczem i tłumaczem na samozatrudnieniu, który musi każdemu wyjaśniać, czym się zajmuje.

Jak to pokonuję?

Gdy podróżuję i nie mam zbyt wielu możliwości, aby wziąć udział w ciekawych wydarzeniach, wykorzystuję siłę grup na Facebooku. Można poprzez nie nawiązać kontakt z naprawdę ciekawymi i inspirującymi osobami z tej samej branży. Angażuję się w dyskusje pod postami lub po prostu zagaduję do ludzi prywatnie, aby wymienić się doświadczeniem. To, że nie spotykam zbyt wielu osób twarzą w twarz niczego nie zmienia – i tak w końcu cała moja praca odbywa się online.

5. Brak zrozumienia ze strony rodziny

To coś, z czym zmagałam się głównie na początku mojej pracy freelancerskiej. Nie wiem nawet, ile razy słyszałam od rodziny coś w stylu:

Znajdź sobie normalną pracę

Nie możesz pracować z biura?

Tracisz swój czas

Co będzie, jeśli odetną ci Interent?

Zamierz tak żyć przez cały czas?

A co z emeryturą?

Wydaje mi się, że moja rodzina wciąż do końca nie rozumie, że jestem osobą z własną działalnością gospodarczą i stabilnym dochodem. Chociaż płacę podatki i składki społeczne oraz zdrowotne, rodzice wciąż uważają mnie za dzikie dziecko, które nie przejmuje się przyszłością.

Jak to pokonuję?

Akceptuję opinie bliskich mi osób, bo wiem, że po prostu martwią się o mnie. Próbowałam im wyjaśnić, co robię i jak to robię. Nie jest łatwo przekonać je, że praca zdalna to praktycznie taka sama praca, jak wszystkie inne (lub nawet lepsza). Najważniejsze, aby spokojnie ze sobą porozmawiać i pokazać od czasu do czas, jak bardzo lubi się swoją pracę. Rodzice i inni członkowie twojej rodziny na pewno chcą dla ciebie jak najlepiej – jeśli zobaczą, że naprawdę dbasz o swoją „ścieżkę zawodową”, będą cię wspierać.

6. Brak jednego adresu

Większość cyfrowych nomadów ma swoją działalność. Rejestrując ją, trzeba podać adres, pod którym będzie się ją prowadzić i na który ma być wysyłana wszelka korespondencja. Ale kto tak właściwie będzie odbierał wszystkie te ważne listy, gdy akurat będziesz w podróży? Kto będzie przekazywał ci ważne informacje?

Jak to pokonuję?

Są dwie opcje: albo działalność pod adresem domu rodzinnego, albo biuro wirtualne. Oba sposoby są w porządku, chociaż osobiście bardziej skłaniam się ku tej pierwszej. Wszystkie listy wysyłane przez banki i organizacje rządowe, jak również wszelkie materiały promocyjne, są wysyłane na mój adres domowy (pod którym zarejestrowana jest moja działalność i pod którym zazwyczaj  ją prowadzę). Gdy akurat mnie nie ma, rodzice odbierają listy za mnie. Mówią mi, od kogo przyszły i na tej podstawie określam, czy może to być coś ważnego. Jeśli tak, to przekazują mi je lub po prostu kontaktuję się bezpośrednio z nadawcą, aby dowiedzieć się, o co chodzi.

7. Łączenie pracy z podróżami

Na początku mojej pracy freelancerskiej trudno było mi w stu procentach czerpać przyjemność z poznawania nowych miejsc. Byłam zbyt zmęczona pracą. Pracowałam ponad 8 godzin każdego dnia.

Obecnie nie mam już tego problemu, ale wciąż czasami trudno mi połączyć pracę z podróżami, gdy za szybko zmieniam miejsca. Te wszystkie strefy czasowe, loty, podróże pociągiem… No i w międzyczasie trzeba jeszcze ogarniać projekty.

Jak to pokonuję?

Wychodzę z założenia, że trzeba znaleźć czas na wszystko. Jak już pisałam powyżej, bardzo pomogło mi wypracowanie konkretnych nawyków. Staram się też podróżować dość wolno. Zamiast zmieniać miejsce co drugi dzień, w jednym miejscu spędzam przynajmniej tydzień. Dzięki temu mam więcej czasu na wszystko i nie muszę martwić się, że nie przyłożę się do pracy lub że ominie mnie coś, co zawsze bardzo chciałam zobaczyć lub zrobić.

8. Uczucie wypalenia

Każdy ma lepsze i gorsze dni. Chociaż niezależność i wolność, jakie towarzyszą cyfrowym nomadom, są cudowne, czasami przychodzi czas zwątpienia. Wtedy zastanawiam się, czy to, co robię, tak naprawdę ma sens. Trudno mi określić, czym jest to wywołane – chyba po prostu bardzo napiętym grafikiem.

Nie ma nic złego w samym uczuciu wypalenia, które pojawia się od czasu do czasu. Tak naprawdę, to właśnie ono często pozwala znaleźć odpowiedzi na to, co zrobić. Problemem jest natomiast sytuacja, w której to uczucie jest tak silne, że uniemożliwia ci skupienie się na pracy, przez co przegapisz terminy oddania projektów i rozczarowujesz klientów.

Jak to pokonuję?

Robię sobie przerwę. Wyłączam telefon. Odłączam się na dzień lub dwa od Internetu (oczywiście wcześniej informuję o tym klientów). Jeśli czuję taką  potrzebę, zmieniam nieco swoje miejsce pracy. Nie chodzi tu od razu o przenoszenie się. Czasami wystarczy przesunięcie biurka w inny róg, puszczenie sobie innej muzyki podczas pracy lub krótka wizyta w nowej kawiarni albo biurze coworkingowym.

Tego typu przerwy pomagają mi znaleźć przyczynę czasowego wypalenia (najczęściej jest nią natłok obowiązków) i naładować swoje wewnętrzne baterie, abym ponownie mogła pracować spokojnie i produktywnie.

 9. Tęsknota za stabilnością

Przemieszczanie się z jednego miejsca w drugie, ubieganie się o nowych klientów, zmienianie stref czasowych, witanie się i żegnanie z nowo poznanymi znajomymi… Gdy jest się cyfrowym nomadą, każdy dzień (lub przynajmniej tydzień) wygląda inaczej. Trzeba stawiać czoła rozmaitym wyzwaniom i przyzwyczaić się do braku stabilności.

Z jednej strony, nieprzewidywalność jest super. Trudno nawet znaleźć słowa, które mogłyby opisać dreszczyk emocji, jaki towarzyszy nowym przygodom. Z drugiej strony jednak, tego typu brak stabilności może źle wpłynąć na twoją produktywność i styl życia.

Jak to pokonuję?

Zanim stałam się „pełnoetatowym cyfrowym nomadą”, zadbałam o to, aby mieć oszczędności, dzięki którym mogłabym przetrwać przynajmniej 2-3 miesiące, gdyby coś poszło nie tak. W ten sposób na pewno nie czułabym się tak źle, gdyby akurat trudno byłoby mi znaleźć nowych klientów.

Dobrze sprawdziło się też u mnie planowanie podróży. Zazwyczaj znam swój następny cel podróży i wiem, kiedy w dane miejsce się udam. A pozostały czas wykorzystuję na to, co najlepsze i na co akurat mam największą ochotę.

Ogólnie mówiąc, jako cyfrowy nomada uczę się naprawdę dużo – zarówno w życiu osobistym, jak i zawodowym. Każdy dzień to okazja na to, aby zobaczyć i doświadczyć coś nowego. Chociaż trafiam na pewne wyzwania, i tak uważam, że warto je pokonywać – szczególnie gdy weźmiemy pod uwagę niezależność i elastyczność, które otrzymuje się w zamian. 

You may also like
Dlaczego postanowiłam zostać cały miesiąc w Bangkoku jako cyfrowy nomada? Nie chodzi tylko o jedzenie uliczne, imprezy i niskie koszty życia w Tajlandii.
Cyfrowy nomada w Azji Południowo-Wschodniej: Dlaczego wybrałam Bangkok?
Kim jest cyfrowy nomada
Kim jest cyfrowy nomada?

Leave Your Comment

Your Comment*

Your Name*
Your Webpage